Zaobserwowane

Dzisiaj w kościele na wieczornej mszy zaobserwowałam taką scenkę: aktywny, szczęśliwy i głośny maluch, płeć nieokreślona (ale chyba chłopak), prawdopodobnie około dwuletni (chociaż głowy nie dam, bo na dzieciach niespecjalnie się znam) podszedł do bocznych drzwi wyjściowych z oczywistym zamiarem opuszczenia lokalu.  Na to oboje rodzice, siedzący w ławce przy tym wyjściu, pokręcili głowami na „nie”, najpierw tatuś, a potem mama. Maluch, widząc tę negatywną reakcję, zamarł na sekundę z przerażeniem w oczach, a następnie, zaczął wyć i tonąć we łzach rozpaczy. Nasunęło mi to pewne wnioski co do psychologii takich młodocianych dzieci: 1) ponieważ jeszcze nie potrafią wyrażać się w słowach ani je rozumieć, kierują się mimiką i gestami, 2) bardzo potrzebują aprobaty.  Jestem przekonana, że moje spostrzeżenia nie są odkrywcze, pewnie już na ich temat zostało napisane wiele prac naukowych, ale dzielę się nimi, bo dziś  do mnie dotarły.

Podobne zdarzenie zaobserwowałam w czasie kolacji w restauracji w towarzystwie znajomych z 3-letnim chłopczykiem.  Coś zaczął rozrabiać przy stole, a w momencie, kiedy mama powiedziała mu, że jest na niego zła, zrobił oczy w słup i natychmiast zaczął wyć z rozpaczy.

A tak nawiasem mówiąc, zaobserwowałam też jeszcze coś innego w czasie tej mszy: ci rodzice postawili wózek dziecka w poprzek przejścia, nie bacząc na wygodę innych uczestników mszy.  Kiedy nadszedł moment komunii i z tym związanego zmierzania kongregacji w stronę ołtarza, to najpierw tamtędy akrobatycznie przecisnął się ok. 10-cio letni chłopak, uważając, by nie dotknąć wózka,  potem jakiś mężczyzna, który też tego dokonał, a potem nadeszła kobieta, która wzięła sprawę w swoje ręce i przestawiła wózek tak, żeby dało się swobodnie przejść obok.  Czy to Wam daje coś do myślenia?

To jest mój pierwszy wpis od jakiegoś czasu.  Nareszcie wychyliłam głowę nad lustro wody kryzysu w mojej firmie i cieszę się, że znowu jestem z Wami.