Olśnienie! Już wszystko rozumiem.

Nasz pan i władca ogłosił kiedyś, że stworzy nową klasę ludzi (sic!).  Nie bardzo wiedziałam jak się do tego zabierze,  co niestety źle świadczy o moim intelekcie, ale teraz już mnie olśniło.  Dokona tego przez edukację naszych dzieci w szkołach – przecież tak właśnie kształtuje się nowe pokolenie.

Napisze się im nowe podręczniki do historii, w których, owszem, będzie Solidarność, ale bez Wałęsy, który wśród myślących osób w Polsce oraz wszystkich w innych krajach jest słusznie przedstawiany  jako instygator ruchu wolnościowego, cokolwiek by zawinił w młodszym wieku.    Zapewne, chociaż to jeszcze nie obiło mi się o uszy, będą też lekcje na temat „zamachu” smoleńskiego – co z tego, że nieudowodniony, ważne, że sentyment jest patriotyczny.  Kiedyś pokłóciłam się e-mailowo z producentem zabawek edukacyjnych, który na mapie Europy zaznaczył miejsce „zamachu smoleńskiego” i okropnie się wzburzył, kiedy mu zwróciłam  uwagę, że, jako jego opinia a nie fakt, nie powinno to figurować  w materiałach do nauczania.  Już takie naprawianie historii przerabiałam w liceum w latach 1964 – 1968, na szczęście moi światli rodzice ochronili mnie przed kompletnym wypraniem mózgu.

Na próbnej maturze da się uczniom  zadanie z obrazkiem, gdzie mężczyzna pochyla się nad wózkiem z niemowlakiem, z pytaniem czy to jest  wizerunek tradycyjnej rodziny, a prawidłowa odpowiedź będzie brzmiała, że nie, bo to matka ma się zajmować dziećmi, a ojciec ma dostarczać środków do życia i reprezentować rodzinę.  To nie mój wymysł, gdzieś przeczytałam o takim zadaniu, ale już nie pamiętam gdzie.

Religia, oczywiście, będzie: katolicka. Sama jestem tego wyznania, ale dlaczego wmuszać ją wszystkim? Wydawało mi się, że moim kraju jest wolność wyznaniowa, ale może to mi się tylko przyśniło?

Na lekcjach o wychowaniu w społeczeństwie (bo o wychowaniu seksualnym nie ma co marzyć) dzieciaki dowiedzą się bajek o tym,  że stosunek przerywany i używanie prezerwatywy prowadzą do raka piersi, a w najlepszym wypadku do rozwodu, wpajanych im dlatego, żeby broń Boże nie pokusiły się na takie metody.

Ciekawa jestem, jak będzie wyglądał program nauczania biologii, tej części, która uczy o zwierzętach.  Pantofelek i rozwielitka są chyba bezproblemowe, bo za małe, ale co z tymi, które nie wiążą się w pary na całe życie, albo z tymi, gdzie samiec wychowuje młode?  Toż przecież nie można dzieciom takich rzeczy opowiadać, doprowadzi to, tak jak Unia Europejska, do zniszczenia polskiej tradycyjnej rodziny.  A co z anatomią? Jeżeli ten przedmiot w ogóle pozostanie w programie nauczania, to koniecznie trzeba będzie usunąć wszelkie wzmianki o genitaliach (bo służą do uprawiania seksu), chociaż narządy rozrodcze chyba muszą być uwzględnione, skoro kobieta ma być postrzegana jedynie jako wylęgarnia.

Matematyki też się nasze pociechy nie nauczą, bo odpowiedzialna pani minister nie rozróżnia cyfr od liczb. A zresztą, po co im to? Wystarczy ufnie i ślepo iść za wodzem i wszystko będzie dobrze. Tak jest przecież łatwiej i wygodniej, myśleć nie trzeba, a myślenie to wysiłek i jeszcze może przysporzyć kłopotów, więc to wszystko dla ich dobra.

Innych przedmiotów nie potrafię przewidzieć.  Fizykę i chemię raczej trudno będzie „naprawić”, ale np. geografia może być podatna na ulepszenia.  A nauczanie języków obcych?  Może niepotrzebne (chyba, że szpiegom), bo Polska jest dla Polaków i nikogo innego nam nie trzeba.

Genialny taktyczny ruch naszego panującego!  Jeżeli nauczyciele zaprotestują, to przeciw samorządom, a nie przeciw rządowi, a niezależne samorządy trzeba unicestwić, bo oczywiście są zbyt niezależne.

Nie wiem kim jestem

Wydawało mi się, że jestem patriotką, do kościoła uczęszczam, kocham mój kraj, cudzoziemcom  pokazuję jego najlepsze strony i  zachwalam zalety, bić bym się za ojczyznę też poszła i w ogóle zależy mi na jej przetrwaniu i przyzwoitej pozycji w świecie, czyli normalnie  „Bóg i Ojczyzna”.  Niestety, w ciągu ostatniego roku jednak zwątpiłam w swoje racje, bo najpierw okazało się, że jestem Polką gorszego sortu, bo żyję i udzielam się w Europie; potem wyszło na jaw, że z różnych powodów  nie trzymam się polskich tradycji, więc nie zasługuję na miano Polki, bo przecież nie potępiam wegetarian (choć  sama chętnie i często jadam mięso), rowerzystów nie mieszam z błotem (mimo, że rower, w moim doświadczeniu, poważnie zagraża mojemu zdrowiu i życiu), popieram tych, co troszczą się o przyszłość naszego środowiska, a na dodatek mam wielu przyjaciół, obu płci, którzy „kochają inaczej”.

Następnym moim politycznym grzechem jest wspieranie WOŚP, która została wyklęta przez pewną uczoną posłankę, ale która od wielu lat skutecznie doposaża srodze niedofinansowane szpitale w sprzęt nierzadko ratujący życie. Ciekawe, czy owa posłanka odmówiłaby skorzystania ze sprzętu ufundowanego przez WOŚP, gdyby chodziło o życie kogoś jej bliskiego?

Mało tego, katoliczką też dobrą nie jestem, wobec czego pewnie po śmierci pójdę prosto do piekła.   Popieram uświadamianie dzieci  o współżyciu seksualnym już w szkole;  nie zgadzam się z zabranianiem im przebierania się za diabły i inne straszydła oraz wycinania lampionów z dyń z okazji Halloween  – owszem, to pogański zwyczaj, ale choinka też przecież pogańska, a Kościół nie ma do niej pretensji.  Nota bene, bardzo do mnie przemówił felieton Michała Ogórka w czasopiśmie „Angora” , w którym autor stwierdza, że diabeł kompletnie zszedł na psy, skoro jedyne czym może grozić naszej wierze to  warzywo.  Nie mam też żadnych uprzedzeń do osób, które uważają tatuaż, potępiony przez Kościół, za godną dekorację własnego ciała: sama bym tego nie zrobiła za żadne pieniądze, ale jak ktoś lubi, to niech ma, co mi do tego, ich ciało, nie moje.

Uczęszczam na mszę w każdą niedzielę i święto, ale czasami jedynie niesamowitym wysiłkiem woli powstrzymuję się od głośnego wyrażenia sprzeciwu na głoszone tam zalecenia dla wiernych.  Przy lojalności wobec Kościoła trzyma mnie tylko fakt, że pośród naszych duszpasterzy są również osoby światłe, które nie godzą się na żadną ściemę i na zniżanie Kościoła do narzędzia polityków. Mało ich jednak!

Na dodatek jeszcze, wykluczają mnie z patriotyzmu moje, zapewne zupełnie nieoświecone,  opinie na temat wypowiedzi oraz działań miłościwie nam panującego oraz jego wasali.  Powinnam przecież, jako dobra Polka, chciwie spijać każde słowo płynące z ich ust oraz przyjmować je, bez kwestionowania racji, jako moją Ewangelię.  A ja co robię?  Oglądam, czytam, słucham, rozważam i wyrabiam sobie własne zdanie.  I pytam Was, czy to jest patriotyczna postawa?

Do tego, że jestem gorszego sortu już się zdążyłam przyzwyczaić, ale według takich reguł, to nawet nie jestem ani patriotką ani katoliczką!  Czyli czym jestem w dobie tej „dobrej zmiany”?

Oda Patriotyczna 2017

Polsko, Ojczyzno moja! Ty jesteś jak zdrowie;
Ile Cię trzeba cenić, ten tylko się dowie,
Kto Cię stracił. Dziś w ciężkich czasach upadek Twój
Widzę i opisuję, bo tęsknię po Tobie.*

 

Panno święta, co Jasnej bronisz Częstochowy
I w Ostrej świecisz Bramie! Racz lud swój ochronić,
Który nad przepaść mroczną zepchnięty już stoi
I ma w Tobie nadzieję, że naród wybronisz
Od władców niecnych co zgnębić go pragną i znów
Pogrążyć w toni mrocznej, z której to przez braci
Prostych wybawion już był. Miej litość nad nami!

 

Przed ołtarzami Twymi kolana zginają
I Polski Cię królową wszędy ogłaszają,
Twojego Syna za króla obrali, Bogiem
Jest przecież, ale inne bóstwo uwielbiają
I comiesięczny hołd w pokorze mu składają.

 

Czy to diabeł wcielony dzisiaj nami rządzi?
Który Boga opiewa, lecz się go nie lęka
I mści się bezlitośnie i umarłych nęka,
I nienawidzi obcych, bo są dziwni jacyś,
A w rodzimym zaścianku niepotrzebni tacy.

 

I strasznych wrogów głosi we wszystkich sąsiadach
I kobiet nie szanuje, bo są przecież niczym
I myśl wolną tłamsi, bo ona go zniweczy
I listy godnych robi, a niegodnych dręczy
I zwalnia takich z posad, by w szkodę nie poszli.

 

Zaprowadza porządek wedle Belzebuba.
Wszelakie dobro niszczy i sieje nienawiść,
By jeden Polak skakał drugiemu do twarzy
By nikt już nie potrafił wybaczać bliźniemu,
Lecz każdy uległ władcy nam panującemu.
„Dziel i rządź”  absolutną jest jego zasadą,
Bo ludu zgodna jedność jest jego zagładą.
Czyż nie wie, że rozpętał w spokojnym narodzie
Emocje faszystowskie, jakich się nie godzi
Prawdziwym chrześcijanom oraz patriotom
Wyznawać, bo do zguby prosto wiodą potem?

 

Czyżby nie cenił ludu, z którego pochodzi
I szlachetnego kraju w którym się urodził?
Patriotą się woła, ale czyny jego
Przy każdym jego kroku dom nasz obrażają.
Jedna trzecia narodu go nam postawiła
A rządzi tak, jakby większość nasza z nim była.
Na wspólników wybierał same orły wielkie:
Niedouczonych posłów i prostaki wszelkie,
Co jemu bezmózgowo z góry przytakują;
Groźnego szaleńca co wraz z ministrów zgrają
Razem Ciebie, Ojczyzno, w świecie ośmieszają.
Obsesją jest wiedziony, dyktator bezwzględny,
Plan jego jest przejrzysty, ale tędy droga
Do zguby zdąża pewniej niźli atak wroga.

 

Już była w kraju szczęśliwa nadzieja, że po
Komunie lepsze będą dzieje: zniszczył on ją
I z nas się obśmiewa, naiwnych ziomków, co to
Totalitaryzm, tuszą, naszą jest przeszłością,
I nie ma o co walczyć, cieszmy się młodością
I pierwszą miłością, a resztę niech czart weźmie.
Tak myślą ludzie młodzi, co życia chcą zaznać.
Nie dla nich polityka, co to ich obchodzi,
Lecz gdy później ich dzieci o wolność poproszą,
To zadziwią się bardzo, że gdzieś im umknęła.
Naprawioną historią karmione przez szkoły,
Nie spostrzegą prawdy i nie będą świadome,
Kto je tak urządził, czy że w ogóle były
Urządzone. Jednak prawda zwycięży, może
Nie od razu, ale kiedyś musi – rozumu
Obrazy pominąć się nie da, i Boga nie.

 

Polsko, Ojczyzno moja, Ty która przetrwałaś
Po trzykroć już grabieże zaborczych rozbiorów,
Czy i ten rozbiór przetrwasz, co naród podzielił?
Bądź silna i rozsądna, niech się nikt nie sprzecza,
By bies ten nie zawrócił nas do średniowiecza.

 

*Mam nadzieję, że Wieszcz mi wybaczy wszystkie zapożyczenia oraz rażące braki w kunszcie, ale czułam, że sprawa wymaga poważnego wehikułu.

Kobieta nie człowiek

Wiele się działo w ciągu ostatnich kilku dni i są zapowiedzi dalszych działań.  Może dlatego nikt nie zauważył projektu nowelizacji ustawy o ewidencji  ludności, w którym m.in. proponuje się to, co opisuję poniżej.

Wg projektu, każda kobieta powinna zgłosić do miejscowego Urzędu:

- ile razy była w ciąży;

- ile razy poroniła lub urodziła martwe dziecko;

- ile razy urodziła zdrowe dziecko;

- gdzie mieszka;

- jakie wykształcenie mają rodzice dziecka, czyli ona i mąż/partner.

Odpowiedzialny minister twierdzi, że to wszystko dla statystyk.  A ja twierdzę, że to absolutnie niedopuszczalna ingerencja w prywatność człowieka (chociaż, ze tego co nasz miłościwie panujący rząd robi wynikałoby, że kobieta to nie człowiek, a maszyna rozrodcza, więc może jednak prawa człowieka nie są zagrożone i niepotrzebnie się denerwuję?).

Jeszcze z potrzebą ewidencji miejsca zamieszkania mogłabym się zgodzić, ostatecznie to nie nowość, nadal obowiązuje meldunek (choć ten obowiązek miał być zniesiony) i właściwie nie mam z tym problemu, bo, jeżeli nie prowadzę działalności przestępczej, to dlaczego władze nie powinny wiedzieć, gdzie mieszkam.

Jednak proponowany obowiązek zgłaszania ciąż, poronień, itp. uważam za bezczelny zamach na prywatność i prawa człowieka.  A co z tajemnicą lekarską?  Ciąża, poronienia, itp. są  sprawą między mną a moim lekarzem, a rządowi nic do tego.

Pretekst, że to dla uzyskania statystyk, jest śmieszny: przecież szpitale i lekarze domowi lub ginekolodzy prowadzący ciążę mogą takie dane dostarczyć, anonimowo, bez łamania prawa. Wobec tego podejrzewam inną motywację.

Piszę to zupełnie bezinteresownie, bowiem wiek rozrodczy już dawno za mną, ale nie potrafię nie reagować na łamanie praw człowieka. Projekt ustawy można sprawdzić na stronie MSWiA.